Madznun (Majenun) – Stefani Hid

Posted on March 28, 2013

0


Madznun (original title: Majenun) is a short story by Stefani Hid. This is a polish version translated by Natalia Laskowska (It is originally written in Bahasa Indonesia).

___________________

243326_218837784801344_8246049_o

Madznun to pasozyt. Przykleja sie do innych ludzi, jak larwa do liscia. I bez przerwy sie zmienia,
jak kameleon. Dopasowuje sie do otoczenia, kiedy tylko ma na to ochote. Madznun potrafi byc nie
tylko widzialna, ale równiez od czasu do czasu staje sie niewidoczna. Tak jak mrówka w roju
karaluchów.

Wedlug Madznun swiat jest bardzo pogmatwany. Tak jak wir wodny, kolo zebate lub traba
powietrzna, której nie da sie zatrzymac. Ludzie sie zmieniaja, slowa okazuja sie metne, imiona nie
maja znaczen, historie zdaja sie miec miliony interpretacji, a mezczyzn nie da sie zrozumiec. Zycie
czasem przypomina nieskonczona chmare ptaków, które wypuszczono z klatki, leca swobodnie,
szybuja dokad chca, rodza sie, i umieraja. Czasami dochodzi do zbiegów okolicznosci, wypadków,
przypadków, choc i tak byly one juz wczesniej zaplanowane.

Madznun wierzy, ze imiona maja znaczenie. Wedlug niej wszystko ma swoje imie. Nie mozemy
mówic o poranku, gdyby sie on jakos nie nazywal. Gdybysmy pomylili poranek z wieczorem, swiat
by sie zrobil dziwaczny. Kazda rzecz i kazdy jej szczegól musi zostac jakos nazwany.

Teraz Madznun jest juz inna niz dawniej. Mieszka sama, bez mezczyzny. Pamieta to, co sie stalo
tego ranka, kiedy obudzil ja zapach ziemi parujacej po deszczu. Smutne wydarzenie, przez które jej
serce zamarzlo przy pierwszym podmuchu porannego wiatru.

Dopiero co otworzyla oczy, kiedy Kentir, jej maz, rzucil w nia butelka, która stala na stole.
Krzyknela z bólu, kiedy butelka uderzyla ja w skron. Chwile pózniej Kentir wzial drewniany kij i
zaczal ja bic, jak opetany. Madznun usilowala zaslonic sie reka, czekala az maz przestanie. W
koncu przestal i zaczal cos mamrotac. Nastepnego dnia rece, plecy i brzuch Madznun byly obolale,
spuchniete i pokryte siniakami. Kentir czesto sie irytowal, stawal sie agresywny z byle powodu.

Madznun doszla do wniosku, ze nigdy nie zrozumie mezczyzn. Po tym, co sie stalo tego ranka
opuscila dom i meza.

Madznun czesto sie zastanawiala, dlaczego tak wielu ludzi czerpie przyjemnosc z ranienia innych.
Czy rodzice nie mówia nam, zebysmy byli dobrzy i, zebysmy nie krzywdzili innych osób? A moze
ich rodzice tez byli tacy jak oni? Madznun wielokrotnie pytala o to swoja matke, a ta zawsze
odpowiadala „Zycie nie jest az tak proste, Madznun”.

Kentir nie byl pierwszym mezczyzna, który ja zranil. Zanim za niego wyszla mieszkala z Edianem.

Byla z nim od kiedy skonczyla liceum. Edi byl niezwykly. Opowiadal basnie i rózne historie. Mial
wyjatkowa twarz. Podluzna o ciemnej skórze, duzych oczach i ksztaltnym nosie. Kiedy mieszkali
ze soba prawie kazdego dnia Madznun widziala te twarz. I mimo ze odszedl, dokadkolwiek
odszedl, wciaz wyraznie pamieta jego rysy.

Edian czesto mówil o sobie i opowiadal wiele róznych historii. Kiedys opowiedzial jej o swoim
dziecinstwie, które spedzil w górach mieszkajac z rodzina niedzwiedzi. Albo mówil o swojej babci,
która zostala wrózka. O dziecku, które nie chcialo stac sie doroslym. Albo o tym, ze sam zrodzil sie
z motyli. Jego praca polegala na tym, ze lapal motyle, które potem hodowal, a kiedy umieraly
utrwalal je i sprzedawal. Opowiadal o swiecie, który nie zna granic – rozmawial z chmurami,
sloncem, ksiezycem, galeziami drzew i morzem. Opowiadal o ludziach, których przemienil w
przedmioty lub w zwierzeta. I osobie, jak zmienil sie w lódz.

Edi zawsze mówil, az do momentu kiedy pewnego razu Madznun wrócila po pracy do domu, a jego
tam nie bylo. Myslala, ze poszedl po papierosy, albo po jedzenie, albo do warsztatu. Ale Edi do
póznego wieczora nie wracal. Madznun w koncu zasnela i kiedy obudzila sie rano, byla sama. Edi
nigdy nie wrócil. I nigdy Madznun nie dostala od niego zadnej wiadomosci.

Od kiedy obydwaj mezczyzni sprawili, ze swiat zaczal jej sie wydawac niepojety, ze przestala
rozumiec, jak kochac i jak byc kochana, postanowila, ze bedzie zyc sama i tylko dla siebie samej.

Madznun juz nie jest pasozytem. Nie przykleja swojego zycia do nikogo. Nie jest juz kameleonem,
nie musi zmieniac barwy w zaleznosci od otoczenia, poniewaz sama je tworzy. Jest kims i jest
widzialna.

Bez mezczyzn stala sie silniejsza. Stala sie piekniejsza. Nie poddala sie i chciala byc sama. Nagle
miala wiele wlasnych marzen i ambicji. Czesto fantazjowala. Wyobrazala sobie jak by to bylo
gdyby nosila czarny plaszcz, biala koszule i drogie skórzane buty, wychodzilaby w nich z
luksusowego samochodu, którym podjezdzalaby do budynku parlamentu. Szlaby szybko, tak jak
prezydent Bush. W mlodym wieku prowadzilaby spotkania na szczeblu panstwowym, mówilaby z
powaga zwracajac glowe raz w lewo, raz w prawo, tak jak prezydent Yudhoyono. Czesto tez
marzyla o tym, ze spiewa na scenie dla tysiecy widzów, albo odbiera Oscara majac na sobie suknie
uszyta przez jednego z najlepszych swiatowych projektantów. Wszystko to zrobilaby samodzielnie.
Bez pomocy mezczyzn.

Madznun byla pewna, ze z nia sama wszystko jest w porzadku. Wiedziala, ze jest zdrowa na
umysle, wszystko, wedlug niej, bylo calkiem na miejscu. Miala piekne dziecinstwo, matka kochala
ja calym sercem, tak jak wskazywalo na to jej imie, Damiati[1]. Dlatego Madznun wierzyla w
znaczenie imion. Uwazala, ze cechy ludzi i ich uczynki wynikaja z natury ich imienia. Czesto
zastawiala sie, dlaczego nazwano ja Madznun[2]? Wciaz tego nie rozumiala i wciaz szukala
wplywu tego imienia na jej wlasne zycie. Któregos dnia pewnie je odnajdzie. Ojciec na pewno nie
wybral go przypadkiem.

Wskutek wlasnych staran i ciezkiej pracy, Madznun stala sie znana. Zostala aktorka i zagrala w
kilku filmach, które bardzo dobrze sie sprzedawaly. Kazdego rodzaju role odgrywala calym sercem.
A nowe oferty czekaly w kolejce. Osiagnela wiecej niz planowala. Wielu ludzi chcialo sie o niej

czegos dowiedziec i wielokrotnie próbowano umówic z nia wywiady.

Któregos wieczora zadzwonil do niej dziennikarz. Poprosil, zeby porozmawiala z nim o
mezczyznach. „Dlaczego o mezczyznach?”, zapytala. „Poniewaz tylko mezczyzni beda sluchac
twojej opowiesci. A mezczyzni lubia slyszec historie o sobie. Przeciez wiesz, ze wiekszosc z nich to
egoisci i egocentrycy” odpowiedzial dziennikarz. Madznun zgodzila sie.

Dwaj mezczyzni przyjechali starym czerwonym sedanem. Madznun zaprosila ich do domu. Usiedli
w pokoju goscinnym. Zaczeli zadawac pytania.

– Czy mozemy zapytac jak brzmi pani pelne imie?
– Madznun.
– Kim sa dla pani mezczyzni?
-To przyjaciele. I ojciec.
– Prosze opowiedziec o swoim mezu.
– Nie mam meza.
– Czyli jest pani teraz samotna?
-Tak. Opuscilam meza. Poza tym nie mam okazji, zeby interesowac sie mezczyznami, nie
mam tez i checi.
– Czy dobrze sie pani czuje, kiedy jest sama?
– Czasem czuje sie samotna. Ale staram sie tym nie martwic.
– Czy pani byly maz zaspokajal pania fizycznie?
-Ach, szkoda o nim w ogóle mówic. W czasie stosunku nawet nie zwracal na mnie uwagi.
– Czy ma pani jakas traume zwiazana z mezczyznami?
– Jestem zbyt silna kobieta, zeby miec jakiekolwiek traumy. Jestem tylko zmeczona i nie
chce dorzucac sobie kolejnych problemów.
– Dlaczego nie szuka pani partnera?
-Wszyscy wartosciowi mezczyzni sa juz zonaci. Nie traktowaliby mnie powaznie. A ja nie
potrafie byc z byle jakim mezczyzna. Ciezko jest wybrac prawdziwego partnera.
Wielokrotnie stalam przed tego rodzaju dylematem. Czasami zdobywanie mezczyzny
przypomina zakupy. Sa rzeczy dobre, trwale, swietnie wykonczone i cenne. Ale musimy za
nie wiele zaplacic. A zeby móc zaplacic, musimy ciezko pracowac. Im lepsza jest dana
rzecz, tym bardziej nieosiagalna ze wzgledu na swoja cene.
– Skoro jest pani sama, bez partnera, to czy nie ma pani potrzeb seksualnych?
– Chyba nie. Dawniej, kiedy bylam jeszcze nastolatka, czesto sie masturbowalam, teraz nie.
Byc moze z wiekiem to sie zmienia. Dawniej bardzo potrzebowalam mezczyzn,
wielokrotnie zapominajac sie w zadzy, nie zdajac sobie sprawy, ze jestem niechciana przez
mezczyzne, na którym mi zalezalo. Teraz jestem starsza, bardziej swiadoma. Ta swiadomosc
to uraz. Czesto kiedy patrze na mezczyzn i pomysle o seksie, robi mi sie niedobrze.
– Czy wierzy pani w pokrewienstwo dusz?
-Wierze. Sama jestem dla siebie pokrewna dusza, sama potrafie stworzyc sobie stan duszy,

który mi najbardziej odpowiada. Kiedys moja pokrewna dusza byl mezczyzna. A teraz jest

to dusza kobieca.

-Wierzy pani w prawdziwa milosc?
-Wierze. Moja matka czesto mówila, ze milosc nigdy nie zanika. Jezeli kogos prawdziwie
kochamy, calym sercem i calym soba, to ta milosc zawsze bedzie. Bedzie za nami podazac,
bedzie zawsze tam, gdzie i my jestesmy. Bedzie razem z krwia przemierzac cale nasze cialo,
ogrzewac je i sprawiac, ze czujemy, ze naprawde zyjemy.
Przypomnialo jej sie, jak kiedys opowiadal o malzenstwie ptaków, które swiergotaly o dalekim
miejscu, gdzie powietrze jest czyste, gdzie jest chlodno, gdzie slonce pózno chodzi spac. I jest tam
piekny pokój, a w tym pokoju wszystko, co nas dotyczy: opowiesci, obrazy, piosenki i my sami.
Wszystko o nas.

Przypomnialo jej sie tez kiedy, o tym opowiadal. Kiedys, nad ranem, bylo chlodno. Na tylnych
siedzeniach samochodu. Ustami dotykala jego szyi. Wciaz pamieta zapach jego ciala.

Jakis glos wdarl sie w jej fantazje. Glos mezczyzny, który powtarzal jej imie. „Madznun!
Madznun!”.

______________________________________________________________________________________

[1] ‘Damiati’ pochodzi od jawajskiego demi cinta sak njero ati – ‘zeby kochac calym sercem’ (NL).
[2] Slowo ‘Madznun’ pochodzi z jezyka arabskiego, po indonezyjsku ma to samo znaczenie,
‘szalony’, jego synonimami sa jawajskie ‘Kentir’ i ‘Edian’ (NL).

Posted in: Work